urlopik urlipik

się było, się wróciło, się myśli o następnym;)
trochę zdjęć powiesiłam tutaj : http://fotografiaperfectmoment.blogspot.com/2008/11/moja-lizbona.html

a kulinarnie co tam się działo?
kuchnia portugalska trochę mnie rozczarowała - z pewnymi wyjątkami oczywiście. Kapitalne świeże sardynki smażone/grillowane, przepyszne ciacha - zwłaszcza pasteis de nata ( ciacho w kształcie babeczki, ciasto przypominające francuskie, wypełnione kremem śmietanowym, można jeść posypane cynamonem - fantastyczne) esprosso o jakie ciężko w polsce - a tam w każdej pastelarii.

najlepszy posiłek zrobiliśmy sobie z Maćkiem sami, po zmobilizowaniu się by wyjść z domu przed 11 dotarliśmy na targ gdzie wykupiliśmy resztki świeżej dostawy krewetek. Półtora kilo :)
obraliśmy, obsmażyliśmy w oliwie (która nagrzewała się razem z kilkoma ząbkami czosnku) a po obsmażeniu wrzuciliśmy do gara z odrobiną masła, czerwoną ostrą papryczką drobno pokrojoną, solą, pieprzem i kolendrą, zalaliśmy winem. W życiu nie jedłam tak smacznych krewetek - ma to swoje minusy bo teraz każde krewetki jakie będę jadła będą blado wypadały przy tym prostym i nieziemskim posiłku.
Jako dodatki do krewetek wystąpiły oliwki (kupione też na targu - smakują kompletnie inaczej niż te słoikowe kupowane w POlsce) i całkiem niezłe białe wino.

Okryłam też moją ulubioną lizbońską restaurację - wstyd się przyznać ale była to "Kalkuta" z kuchnią indyjską ;) Trzy razy tam, zaciągnełam M. a zaraz po powrocie do Polski stęskniona za tym bogactwem przypraw sprawdziłam pobliską knajpę z kuchnią Indii. Rozczarowanie ogromne - nie ma wyjścia muszę sama pichcić :)

trochę zdjęć może co?


hmm zdjęć chwilowo nie będzie - jakieś kłopoty przy dodawaniu :(

lena 14.12.2008, 18:29

w mieszkanku które wynajeliśmy czekały na nas płyty z fado i fado pokrewną muzyką, również był tam Madredeus - i jego słuchaliśmy obżerając się krewetkami w bialym winie :)

pozdrawiam również mi. z bezśniegowej Warszawy (święta podobno znów bez śniegu mają być, ale to mi nie przeszkadza bo Wigilię będę miała poza miastem, w wielkim domu z olbrzymim kominkiem i kotami wskakującymi na kolana :) )

mi. 12.12.2008, 06:21

zdjęcia piękne...pasuje mi do nich kawałek Madredeus'a "moro em Lisboa"...

aż chce się tam jechać...:)
mi.
ps. niesety nie mogłam zostawić komentarza na drugim blogu (za duzo pytań...czy masz konto..blee blee) pozdrawiam serdecznie z zaśnieżonego chicago