pstrągomania

jem ostatnio bardzo dużo ryb, dzięki temu że odkryłam na osiedlowym bazarku sklep z świeżymi rybami odkryłam dla siebie też pstrąga. Po wypróbowaniu kilku kompozycji przyprawowych znalazłam tą dzięki czemu ten mój pieczony pstrąg to poezja.
Kupujemy więc wypatroszonego pstrąga (dla jednej osoby)
myjemy go dokładnie, osuszamy, skrapiamy cytryną i kładziemy na folii aluminiowej (nie musimy go skrobać, łuski pstrąga sa tak delikatne że po upieczeniu stają się miękkie i niezauważalne, jeśli ktoś się jednak uprze to podobno metoda z druciakiem i miską z wodą jest najlepsza).

Tutaj posypujemy boki i środek ziołową pikantną solą (kupiłam taka w hurtowni wege)
pieprzem cytrynowym (sporo, jakieś 1/4 torebki na jedną rybkę)
czosnkiem granulowanym
cebulą suszoną

zawijamy i zostawiamy na jakieś 0,5 jeśli mamy czas, jeśli nie mamy to wrzucamy do piekarnika i ustawiamy temperaturę na 180-190 stopni.
Pieczemy krótko, jakieś 20 minut (u mnie po tym czasie pstrąg jest już miękki, widelec wchodzi w niego bez trudu, folię rozchylamy i dajemy mu się podbiec jakieś 10 minut z włączonym nawiewem.

to wszystko, mega proste do zrobienia, fenomenalnie smaczne i zdrowo/dietetycznie.
Wczoraj podane z sałatką z rukoli, sałatą kędzierzawą, kiełkami słonecznika, oliwkami i dressingiem czosnkowo musztardowo miodowym.

Ja jem ze skórą, Maciek bez, jest pysznie :).